Archiwum
Wydanie nr 39/2023 (564)
NA POCZĄTEK
6TEMAT TYGODNIA
20KRAJ
26ŚWIAT
55SIECI KULTURY
79SPORT
90PODRÓŻE
108KUCHNIA
109NA KONIEC
110Antypolski chłam
Agnieszka Holland nie czuła potrzeby udania się na granicę polsko-białoruską i porozmawiania z funkcjonariuszami Straży Granicznej, zanim zabrała się za realizację swojego filmu. Czyżby uznała konfrontację ideologicznych wymysłów z rzeczywistością za zbyt ryzykowną? Po takiej weryfikacji wszystkie sceny ukazujące mundurowych jako psychopatycznych sadystów musiałyby wypaść ze scenariusza. A zapotrzebowanie było przecież jasne.
każda kolejna scena „Zielonej granicy” szokuje poziomem manipulacji i agresywnej propagandy. Polacy z Podlasia są ukazani jako bimbrownicy i ograniczeni światopoglądowo zawistnicy, strażnicy graniczni jako sadyści, a nielegalni migranci nasyłani na granicę przez Łukaszenkę jako prześladowani uchodźcy, szlachetni intelektualiści szukający lepszego życia. Nie zabrakło też wstawek politycznych, tak topornych, że twórcy socrealizmu mogliby się uczyć.
Nic nie potrafi tak silnie przeniknąć do zbiorowej świadomości jak treści sączone przez popkulturę. Czy „Zielona granica” też stanie się dla ludzi źródłem wiedzy? Może miałaby większe pole rażenia, gdyby powstała dwa lata temu, jeszcze przed rosyjską agresją na Ukrainę. Dziś jesteśmy w innym miejscu, jesteśmy świadkami realnych wydarzeń, stanowiących oczywiste zaprzeczenie opowieści zbudowanej przez Holland. Wiemy, z jakim oddaniem polscy mundurowi zaangażowali się w pomoc uchodźcom z Ukrainy, ludziom uciekającym przed bestialskim atakiem Putina. Wiemy też, jakie znaczenie miało w obliczu tego faktu utrzymanie szczelności polskich granic.
Dlaczego więc Holland, dysponując już tą wiedzą, uparcie brnie w antypolską narrację, stanowiącą kontynuację rosyjskiej propagandy? Dlaczego tak hojnie zainwestowali w ten film zagraniczni producenci? Bo odkąd Polska zaczęła odbudowywać prawdę historyczną, stanowczo reagować na antypolską nagonkę, zachodnie ośrodki robią wszystko, by zdławić dumę narodową Polaków i obciążyć nas nowymi oskarżeniami. Wśród twórców i naukowców nie brakuje chętnych, którzy za możliwość rozwoju kariery i światowej sławy gotowi są obrzucić własny naród wszelkimi kalumniami. Łatwo wchodzą w międzynarodową grę osłabiania Polski. Ale dotychczasowe schematy nie działają już tak jak przed laty. Przemysł pogardy został bezpowrotnie osłabiony. Polacy nie kupują już antypolskiego chłamu. Zbyt wiele rozumieją.
Marzena Nykiel
Jaki jest stan kampanijnych spraw?
Wakacje miały przynieść opozycji mijankę – PO miała wyprzedzić PiS. Parła w tym kierunku za pomocą podkręconych wyników sondaży. To w połączeniu z rzekomym „efektem marszu 4 czerwca” miało stworzyć grupie przewodniczącego Tuska wygodny grunt do totalnej kampanii w czasie ostatniego miesiąca, z ledwo stojącym na nogach obozem Jarosława Kaczyńskiego. Sporo spraw potoczyło się jednak inaczej i to PiS wyszło zlata z solidnymi wzrostami we wszystkich badaniach. A co najważniejsze, z mocnym przeniesieniem kampanii na teren spraw naprawdę ważnych dla Polaków.
Cztery pytania referendalne od połowy sierpnia skupiają uwagę opinii publicznej. Wiek emerytalny, ochrona majątku narodowego, zapora na granicy i polityka migracyjna to sprawy, które stanowią sedno tych wyborów. Dla polityków opozycji rozmowa o nich jest trudna i bolesna.
Dlatego za wszelką cenę próbują przerzucić piłkę na swoją połowę oraz zmusić PiS do zejścia z tych tematów. Tak należy odczytywać szaloną próbę przerobienia nieprawidłowości dotyczących 268 przypadków przyspieszenia miejsca w kolejce na rozpatrzenie wniosku wizowego w rzekomą aferę z jakimiś fantastycznymi liczbami. Sprawę wykryły polskie służby, winni braku nadzoru ponieśli odpowiedzialność polityczną, będą zapewne zarzuty karne dla sprawców procederu.
Tyle faktów. Reszta to pałkarska nagonka, której celem jest zmuszenie przeciwnika do zaniechania mówienia o migracji. PiS tego nie zrobiło, bo po pierwsze, nie ma powodu, a po drugie, nie ma prawa. W tych wyborach Polacy naprawdę zdecydują, czy ludzie Tuska rozbiorą zaporę na wschodniej granicy, a oficjalną ideologią państwa stanie się obrzydliwy przekaz z filmu Holland. Rozstrzygnie się także, czy Bruksela i Berlin zaleją nas migrantami z Afryki.
Opozycja wie, że jest daleko poza własnym kampanijnym planem. Dlatego jesteśmy i będziemy świadkami szaleńczych szturmów. Histeria w sprawie wymyślonej „afery wizowej”, próby demolowania spotkań polityków PiS, grożenie odpowiedzialnością karną dziennikarzowi TVP to pewnie tylko początek. Spójrzcie na twarz Tuska. Skoro kampania idzie mu tak świetnie, to dlaczego jest tak ponury? Skoro wszystko się udaje, to po co wzywanie na ratunek Trzaskowskiego? To strach nie tylko przed porażką. Niemieccy mocodawcy tyle w niego zainwestowali, że rysująca się już na horyzoncie przegrana może oznaczać dla lidera PO poważne kłopoty. Być może w sferach, o których nie mamy pojęcia.
Ale to po 15 października. Przed PiS jeszcze długi i twardy bój z bardzo groźnym przeciwnikiem.
Michał Karnowski
W tygodniku „Sieci”: Ukraińsko-polska wojna zbożowa
Na łamach nowego wydania „Sieci” Konrad Kołodziejski odsłania kulisy ochłodzenia stosunków Ukrainy z Polską po wprowadzeniu jednostronnego embarga na import zboża. Czy antypolski zwrot Zełenskiego jest pokłosiem zbliżenia, do jakiego doszło pomiędzy Kijowem i Berlinem?
Znów podmianka?
Rafał Trzaskowski wspólnym kandydatem opozycji na premiera? To scenariusz, który rozważa Platforma. Co dałby Tuskowi? Otwarte pole do osobistej kariery. A co przyniósłby Polsce? Ostry skręt w lewo. Platforma Obywatelska rozważa różne scenariusze na ostatnią prostą wyborczego wyścigu, który nie idzie jej tak, jak zakładano.
Strzał w stopę
Zgoda na ukraińskie żądania byłaby gwoździem do trumny nie tylko dla sporej części polskiego rolnictwa, lecz także dla rządu, który by takiej zgody udzielił. Być może zresztą właśnie o to chodziło. Antypolski zwrot władz Ukrainy zgrał się bowiem w czasie ze zbliżeniem, do jakiego doszło pomiędzy Kijowem i Berlinem – pisze Konrad Kołodziejski w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”.
Klucz festiwalu to niezależność i otwartość
W ostatnich latach zrobiono wiele, aby wzmocnić politykę historyczną kraju. Nowe muzea, nowe instytucje, w tym, moim zdaniem, jedna z najważniejszych – Narodowy Instytut Wolności. Siłą pilnowania pamięci narodowej są społeczne, oddolne inicjatywy, często te na poziomie gmin czy powiatów – mówi Arkadiusz Gołębiewski, twórca i dyrektor Festiwalu Filmowego „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” w rozmowie z Jackiem Karnowskim.